– Nie możemy cieszyć się, że wciąż jest nas tu dość sporo, że ławki w kościele jeszcze całkowicie nie świecą pustkami. To za mało – mówił metropolita warszawski abp Adrian Galbas podczas Mszy Świętej z okazji 200. rocznicy konsekracji kościoła św. Aleksandra w Warszawie. Nawiązując do ewangelicznej postaci Zacheusza, wezwał wiernych do odpowiedzialności za osoby poszukujące Boga, ale pozostające z dala od Kościoła.
W czwartek 18 czerwca odbyły się centralne obchody 200-lecia konsekracji kościoła św. Aleksandra w Warszawie. Mszy Świętej przewodniczył abp Adrian Galbas, który w homilii przypomniał, że kościół św. Aleksandra przez dwa stulecia był świadkiem najważniejszych wydarzeń w dziejach stolicy – od powstań narodowych, przez odzyskanie niepodległości, po zniszczenia II wojny światowej i powojenną odbudowę. Jak podkreślił, świątynia przy placu Trzech Krzyży zapisała się także w historii tysięcy warszawiaków, którzy odnajdywali w niej miejsce modlitwy, nawrócenia i spotkania z Chrystusem.
Metropolita warszawski porównał kościół do sykomory, na którą wspiął się Zacheusz, by zobaczyć Jezusa. Podkreślił, że także dziś wielu ludzi „jak Zacheusz na razie trzyma się z daleka”. – Jako rodzina parafialna i kościelna musimy się poczuć za tych Zacheuszów szczególnie odpowiedzialni. Nie możemy cieszyć się, że wciąż jest nas tu dość sporo, że ławki w kościele jeszcze całkowicie nie świecą pustkami. To za mało – powiedział abp Adrian Galbas.
Hierarcha zaznaczył, że drogą do dotarcia do osób zdystansowanych wobec wiary nie jest wywyższanie się ani ocenianie. – Nie wynośmy się nad nich, nie uważajmy się za lepszych, nie dystansujmy się od nich. Nie lekceważmy ich pytań, ich nieufności, ich niedowierzania i ich wątpliwości – apelował.
Odwołując się do nauczania papieża Franciszka zawartego w adhortacji Evangelii gaudium, abp Galbas mówił o zadaniach Kościoła w wielkim mieście. Przypomniał, że „Bóg mieszka w mieście”, a zadaniem Kościoła jest odkrywanie i ukazywanie Jego obecności. Wskazał również na potrzebę dialogu z różnorodną kulturą miejską oraz troski o osoby wykluczone i marginalizowane.
Na zakończenie metropolita modlił się, aby z kościoła św. Aleksandra „nieustannie spływała rzeka łaski na Warszawę, na całą Archidiecezję, na Polskę i na cały świat”.
Kościół św. Aleksandra w Warszawie wzniesiono w latach 1818–1826 w stylu klasycystycznym, według projektu Piotra Aignera. Świątynia powstała na cześć cara Aleksandra I, a jej forma nawiązywała do słynnego rzymskiego Panteonu. Gdy car przyjechał 12 listopada 1815 roku po raz pierwszy do Warszawy, na jego cześć wzniesiono tymczasową bramę triumfalną na placu Trzech Krzyży. Później planowano zbudowanie stałego, murowanego monumentu, na co jednak car się nie zgodził. Dlatego na jego życzenie zebrane na ten cel środki zostały przeznaczone na budowę kościoła. Kościół został poświęcony 18 czerwca 1826 roku przez arcybiskupa warszawskiego, prymasa Królestwa Polskiego, Wojciecha Skarszewskiego. Była to piąta parafia w Warszawie, a jej pierwszym proboszczem został ksiądz Jakub Falkowski.
W latach 1886-1895 kościół został przebudowany w stylu neorenesansowym przez Józefa Piusa Dziekońskiego. W 1944 roku świątynia została zniszczona w wyniku bombardowania przez Niemców i odbudowana w latach 1949–1952 w stylu klasycystycznym – przywrócono jej wygląd sprzed przebudowy w XIX wieku. W 1951 rozebrano ocalałą ze zniszczeń wojennych lewą wieżę.
Publikujemy całą treść homilii. Kościół w wielkim mieście
(homilia wygłoszona podczas uroczystości dwustulecia konsekracji kościoła św. Aleksandra, Warszawa, 16 czerwca 2026 r.)
Siostry i Bracia,
to wielki dzień, kiedy możemy przeżywać dokładnie dwusetną rocznicę konsekracji tego sławnego warszawskiego kościoła. Zna go nie tylko każdy mieszkaniec naszej stolicy, ale i chyba każdy, kto ją odwiedza. Kościół konsekrował 16 czerwca 1826 roku, ówczesny arcybiskup warszawski Wojciech Leszczyc – Skarszewski, a wzniesiony on został na pamiątkę wizyty w Warszawie rosyjskiego cesarza Aleksandra I.
Przez te dwa wieki kościół był świadkiem wielkiej historii. Pamięta Powstanie listopadowe i styczniowe, potem, już przebudowany, pamięta odzyskanie niepodległości, Polskę międzywojenną i dramat II wojny światowej, podczas której został poważnie zniszczony. Pamięta Polskę powojenną, gdy odbudowany z ruin według pierwszego projektu, został rekonsekrowany przez Błogosławionego Prymasa Tysiąclecia. Pamięta też historię małą, ale nie mniej ważną, odwiedzany przez parafian i nie tylko. Iluż to warszawiaków, jak bohaterowie „Lalki”, przechodzili obok kościoła, idąc ze Śródmieścia w stronę Ujazdowa, a ilu nie tylko przechodziło obok, ale wchodziło do środka, by czerpiąc spokój ze spokoju tego miejsca, napełniać się duchowo i wzrastać w wierze. Byli tu ludzie prości, nieznani wielkiemu światu, i ci z pierwszych stron gazet. Politycy z pobliskiego Sejmu, aktorzy, żołnierze, artyści, publicyści, sportowcy, pisarze, jak mieszkający niedaleko stąd Bolesław Prus, który w tym kościele miał swój pogrzeb.
Dla tak wielu kościół ten był niczym owa sykomora w Jerychu, o której słyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii (Por. Łk 19,1-10). Zacheusz wspiął się na nią, by stamtąd zobaczyć Jezusa, kto to jest? Dotychczas Jezus był dla niego kimś, kogo znał jedynie ze słyszenia, ze świadectw innych i to mu wystarczało, teraz zapragnął czegoś więcej.
Wtedy jednak, gdy tkwił na drzewie, stało się coś, czego Zacheusz nie mógł przewidzieć i czego nawet nie oczekiwał: „Zacheuszu zejdź prędko, bo dziś chcę się zatrzymać w twoim domu” (Łk 19,5). Zacheusz, owszem, chciał zobaczyć Jezusa, ale nie spodziewał się i nie marzył nawet, że Jezus zobaczy też jego. Tymczasem Ten, który – jak sam powiedział o sobie – przyszedł, aby „szukać i ocalić to, co zginęło” (Łk 19,10) przyszedł do Zacheusza. „Zacheuszu, zejdź prędko” (Łk 19,5). Dostatecznie dużo czasu już namarnowałeś, żyjąc z daleka ode Mnie! Zejdź prędko. Nie mamy więcej czasu do stracenia, „…dziś muszę się zatrzymać w twoim domu” (Łk 19,5).
I Zacheusz schodzi prędko, przyjmuje Jezusa „rozradowany” (Łk 19,6). Nie dały mu radości rzeczy i władza. Daje mu radość bliskość chrystusowa. Przyjmuje Chrystusa nie tylko do swego domu, ale bardziej jeszcze do swego serca. I to serce staje się od razu nawrócone. Zacheusz radykalnie zmienia swoje dotychczasowe życie. „Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogoś w czymś skrzywdziłem, zwracam poczwórnie” (Łk 19,8). Dotychczas priorytetem w jego życiu było gromadzenie pieniędzy. Teraz priorytety mu się odmieniły. Połowę majątku rozdaje ubogim i czterokrotnie wynagradza wyrządzone krzywdy. Nie musiał aż tyle. Rabini nakazywali, że jeśli ktoś został oszukany, należało mu zwrócić wartość oszustwa i dodać jedną czwartą (por. Kpł 5,20-24; Wj 21,37). Ale to zimny przepis prawa. A Zacheusz kieruje się sercem, które jest silniejsze niż prawo. Dlatego zwraca nie jedną czwartą, ale zwraca czterokrotnie. I nie przejmuje się tym, że inni gadają, że są oburzeni. Liczy się tylko to nowe życie. Życie na nowo podarowane. Życie nawrócone!
To historia, która z pewnością niejednokrotnie wydarzyła się także tutaj, w murach tego kościoła, dlatego są tu te, umieszczone dość wysoko świece, zwane popularnie „zacheuszkami”.
Spotkanie z Chrystusem odbywa się tu przede wszystkim dzięki liturgii, która – jak powie Sobór – jest największym skarbem Kościoła. Źródłem i szczytem całej jego działalności (por. KL,10)! Gdy w niej uczestniczymy widzimy Chrystusa (oczywiście pod zasłoną chleba, wina, chrzcielnej wody, sakramentalnego rozgrzeszenia), ale – co ważniejsze – On widzi nas. Nawet, jeśli jesteśmy tu w wielkim tłumie, to Chrystus zawsze widzi indywidualnie, pojedynczo. I gdy tu przychodzimy, owszem, mówimy do Chrystusa, ale – co ważniejsze – On mówi do nas. Zawsze woła nas po imieniu: Zacheuszu, Mario, Arturze, Łukaszu, Heleno: dziś chcę się zatrzymać u Ciebie! Tak, bo to spotkanie z Chrystusem dokonuje się tu także dzięki głoszonemu Słowu oraz dzięki obecnej tu chrześcijańskiej wspólnocie, zgodnie z zapewnieniem Chrystusa, że gdzie dwaj, albo trzej są zgromadzeni w Jego imię, tam On jest pośród nich (por. Mt 18,20).
Dziękujemy więc dziś Panu Bogu za tę sykomorę, za wszystkich budowniczych tego kościoła, za jego architektów, za kolejnych proboszczów i wikariuszy. Za każdego, kto tu pracował, modlił się i był. Dziękujemy za to, że Pan upodobał sobie to miejsce, że On, który jest Panem nieba i ziemi, zechciał tu się zatrzymać, niczym kiedyś w domu Zacheusza. Powtarzamy z wdzięcznością i osłupieniem za królem Salomonem słowa jego pięknej modlitwy: „O Panie Boże(…)! Nie ma takiego Boga jak Ty(…). Przecież niebo i niebiosa najwyższe nie mogą Cię objąć, a tym mniej ta świątynia…” (1 Krl 8,23). I pokornie prosimy Boga, aby w dzień i w nocy Jego oczy nadal patrzyły na to miejsce, by nadal wysłuchiwał zanoszonych stąd modlitw. Nie tylko wysłuchiwał, ale i przebaczył (por. 1 Krl 8,30).
Święty Paweł powiedział nam dzisiaj ważne słowa: „Jesteście uprawną rolą i Bożą budowlą” (1 Kor 3,9), i dalej: „Czyż nie wiecie, że jesteście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was?” (1 Kor 3,16). I w końcu: „niech każdy baczy na to jak buduje” (1 Kor 3,10). Dzisiaj, gdy tak wielu buduje swoje życie poza Bogiem, my – Bracia i Siostry, budujmy je nadal i budujmy je razem na tym fundamencie, „który jest położony, a którym jest Chrystus Pan” (1 Kor 3,11). A gdybyśmy kiedyś swoje życie zechcieli budować inaczej, niech ta świątynia będzie dla nas bolesnym wyrzutem sumienia.
Pamiętajmy także, że i na terenie parafii św. Aleksandra i w całej Warszawie, są osoby, które jak Zacheusz na razie trzymają się z daleka. Jest w nich szczere pragnienie poznania Chrystusa, ale jeszcze nie mają odwagi by przyjść. Może już kiedyś tu byli, ale się zrazili i odeszli, a może myślą, że Pan o nich zapomniał. Znacie ich: są w waszych domach, wśród grona przyjaciół, są waszymi współpracownikami i sąsiadami. Jako rodzina parafialna i kościelna, a wszyscy przecież ją stanowimy, musimy się poczuć za tych Zacheuszów szczególnie odpowiedzialni. Nie możemy cieszyć się, że wciąż jest nas tu dość sporo, że ławki w kościele jeszcze całkowicie nie świecą pustkami. To za mało.
Chrystus przemienił życie Zacheusza, bo dał mu do zrozumienia, że Zacheusz jest jego bliźnim, że Pan zna go po imieniu i że chce być blisko niego. To jest droga dla nas, by pozyskać współczesnych Zacheuszów, którzy wychylają się zza konarów drzewa. Nie wynośmy się nad nich, nie uważajmy się za lepszych, nie dystansujmy się od nich. Nie lekceważmy ich pytań, ich nieufności, ich niedowierzania i ich wątpliwości. Przeciwnie: z miłością i pokorą, na wzór Chrystusa, który stał się wszystkim dla wszystkich (por. 1 Kor 9,22), powiedzmy im (nie tyle słowem, ile stylem życia): Pan chce przemienić Twoje życie. On zatrzymał się w tym domu. On tu daje Ci Swoje Najświętsze Serce. Chodź, bo warto!
Jako, że jesteśmy na tak ważnej uroczystości w samym środku naszego gwałtownego miasta, chciałbym przypomnieć jeszcze o zadaniach, jakie Kościół ma do spełnienia w wielkim mieście. Napisał o tym papież Franciszek na kartach swojego programowego dokumentu, jakim jest adhortacja Evangelii gaudium (por. EG, 71-75). Papieskie nauczanie można nazwać ewangelią dla miasta.
Najpierw papież Franciszek mówi, że Bóg mieszka w mieście. Jest w domach, na ulicach i placach. Przede wszystkim jednak mieszka w ludziach, którzy w Nim szukają oparcia i sensu swego życia, a także w tych, którzy troszczą się o solidarność, braterstwo, wspólne dobro, prawdę i sprawiedliwość. Kościół nie ma więc tej bożej obecności tworzyć, bo ona już istnieje. Zadaniem Kościoła jest ją odkrywać i odsłaniać. Bóg się w mieście nie ukrywa. Przeciwnie: jest w nim obecny nie tylko dla ludzi głęboko wierzących, nie tylko dla tych, którzy co niedziela wędrują do miejskich i wielkomiejskich świątyń, stojących jakże często w centrach wielkich miast, których strzeliste wieże wzbijają się wysoko w niebo. Bóg jest dostępny także dla tych, którzy szukają Go jakby po omacku, nawet nie do końca zdając sobie z tego sprawę (por. EG,71).
Po drugie, mówi papież, religijność miasta jest wieloimienna. Wyraża się ona „w różnych stylach życia, w zwyczajach związanych z poczuciem czasu, terytorium oraz relacji” (EG 72). Kościół jest zaproszony do tego, by być promotorem dialogu, by uczyć tego jak się wzajemnie słyszeć, słuchać i wysłuchać, ale także, jak mówić z szacunkiem, by niczyjego głosu nie zlekceważyć, ale też, by nie wstydzić się tego, co samemu ma do powiedzenia. Kościół jest przekonany, że orędzie, które głosi, to nie tylko dobra, ale to najlepsza Nowina, przynosząca najgłębszy pokój ludzkim sercom. Nie tylko połowiczne uspokojenie, które może być wynikiem zażycia środków uspokajających, ale głęboki pokój serca, które zostaje zamieszkane przez łaskę Bożą. Serce, które jest miastem dla Słowa Bożego jest pełne pokoju i nadziei.
Kościół jest więc wezwany by słuchać także innych języków, niż jego własny, by słuchać także innych uzasadnień dla sensu ludzkiej egzystencji, ale nie może zrezygnować z tego, by pokazywać Chrystusa tym mieszkańcom miast, którzy Go jeszcze nie znają, albo którzy kiedyś Go znali, lecz już o Nim zapomnieli. Dla których dziś jest On obojętny. Ważna tutaj jest ewangelizacja wieloimiennej kultury, która pulsuje w miastach i jest w nich tworzona (por. EG,73). Przede wszystkim jednak ważne jest to, by „dotrzeć ze Słowem Bożym do najgłębszych zakamarków duszy miasta” (EG 74). Jezus chce dać życie miastu i dać je w obfitości (por. J 10,10). „Proponowany przez Ewangelię jednoznaczny i pełny sens życia ludzkiego – pisze Franciszek – jest najlepszym środkiem zaradczym na choroby miasta” (EG 75). Ewangelia ubogaca miasto.
I po trzecie wreszcie: Kościół musi dostrzegać tych, którzy każdego dnia stawiają sobie nie tylko pytanie o to, jak żyć w mieście, ale jak w nim przeżyć. To ludzie traktowani jak ktoś nieważny, jak pół mieszkańcy i nie-mieszkańcy, więcej nawet: jak ludzki odpad (por. EG, 74). Jest coś przerażającego w tym, że tak bardzo dbamy o to, by w miastach nie było śmieci, by była czysta woda i czyste powietrze. I to jest oczywiście słuszne, ale jednocześnie nie możemy zamykać oczu na to jak wielu ludzi czuje się w miastach jak śmieci; niepotrzebni i bez znaczenia. Nie możemy ignorować faktu, że „w miastach łatwo kwitnie handel narkotykami i ludźmi, wykorzystywanie i wyzysk młodocianych, porzucanie osób starszych i chorych, różne formy korupcji i przestępstw. Jednocześnie to, co mogłoby stanowić cenną przestrzeń spotkania i solidarności, często zamienia się w miejsce ucieczki i wzajemnego braku zaufania. Domy i dzielnice budują się bardziej dla izolacji i ochrony, niż po to, żeby łączyć i integrować” (EG,75). W późniejszej encyklice: „Fratelli tutti” papież Franciszek napisze, że istnieją peryferie, których nie trzeba szukać i do których nie trzeba przedzierać się godzinami w męczących korkach. To peryferie, które znajdują się w centrach miast (por. FT,97).
Przypominam te – jak mi się zdaje cenne treści papieskiego nauczania, które, oby było brane pod uwagę w dzisiejszym duszpasterstwie, prowadzonym przy kościele św. Aleksandra, jak i w całym naszym mieście. Z pewnością musimy je wziąć pod uwagę także w pracach naszego warszawskiego synodu.
Gdy papież Benedykt XVI konsekrował przed laty słynną Sagrada Familia w Barcelonie powiedział: „konsekrując tę wspaniałą świątynię, proszę jednocześnie Pana naszego życia, aby z tego ołtarza (…), spłynęła nieustanna rzeka łaski i miłości na to miasto (…) i jej ludzi oraz na cały świat. Niech te płodne wody wypełnią wiarą i żywotnością apostolską ten Kościół diecezjalny, jego pasterzy i wiernych”. Przy tej uroczystości zapożyczam te słowa od Wielkiego Papieża i proszę o to samo: aby z tej świątyni nieustannie spływała rzeka łaski na Warszawę, na całą naszą archidiecezję, na Polskę i na cały świat. Niech modli się o to Najświętsza Panna Maryja, Pani Łaskawa, św. Aleksander, bł. Władysław z Gielniowa oraz chrzcielni patronowie każdej i każdego z nas!
Panie Jezu Chryste, który kiedyś zatrzymałeś się w domu Zacheusza (por. Łk 19,5), pozostań i w tym domu Tobie poświęconym. Pozostań tu już na zawsze!
Amen.
+ Adrian J. Galbas SAC































