Kapłaństwo

„Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ja jestem bramą owiec.(…) A brama służy przecież do tego, aby przez nią przejść z jednej przestrzeni do drugiej. Nasz Pan Jezus Chrystus jest zatem jedyną bramą, przez którą możliwe staje się przejście z tego świata do Ojca. Ale potrzebuje On widzialnych narzędzi – pasterzy, którzy będą ludziom o tej „Bramie” mówić, na nią wskazywać, przez nią przeprowadzać. Pierwszymi pasterzami byli apostołowie, a później ich następcy, biskupi, prezbiterzy i diakoni.

Oni sami najpierw musieli przejść przez pewnego rodzaju bramę, a może nawet bardziej przez ciasne drzwi. Te ciasne drzwi to Sakrament Kapłaństwa w trzech stopniach święceń: diakonatu, prezbiteratu i episkopatu. Sakrament Kapłaństwa – sakrament stawania się dobrym pasterzem. Nikt tej godności nie bierze sobie sam. Nikt jej sobie sam nie może nadać. Wszystko zaczyna się od powołania.

Tak jest od samego początku. Tak, jak Stary Testament mówi o powołaniu kogoś na proroka, tak jak Ewangelia mówi o powołaniu rybaków na Apostołów, tak samo dzieje się i dziś. Chrystus powołuje kogo chce i jak chce. Czym się kieruje? Tylko On to wie. A powołuje różnych. Jeden inny, drugi inny. Jeden „wiatrem podszyty”, drugi spokojny i cichy, jeden kontemplatyk, drugi charyzmatyk, jeden naukowiec inny duszpasterz, jeden z szalonymi pomysłami, drugi zawsze poważnie rozważny, jeden łagodny jak baranek, a drugi ostry i stanowczy, co potrafi wylać kubeł zimnej wody na głowę dla otrzeźwienia.

Wielka różnorodność. A wszystko dlatego, bo to narzędzia w rękach Pana. A mamy przecież budować nieustannie Królestwo Boże! Narzędzi potrzeba zatem wielu i najlepiej każde inne, bo nie każdą śrubkę da się przykręcić śrubokrętem gwiazdkowym i nie każdy klucz pasuje do każdego zamka. Iluż różnych ludzi – tych ewangelicznych owiec, tyle też narzędzi w rękach Pana. Tylu różnych kapłanów. Jednych skutecznie przekona, by przejść przez Bramę Królestwa kapłan wiecznie wesoły, a innych taki ze stoickim spokojem.

Niezależnie od tej przedziwnej różnorodności, każdy z nich usłyszał w swoim sercu te znamienne słowa: „Pójdź za Mną”. Jednych one zaskoczyły, innych zaskoczyło by bardziej, gdyby ich nie usłyszeli. Bo jedni zostają powołani znienacka, a inni słyszą te słowa jakby od kołyski. „Pójdź za Mną” – trzy słowa, które zmieniają całe życie. One są nie tylko zaproszeniem. One są zadaniem. Bo pójść za Jezusem to nie tylko wstąpić do seminarium duchownego, przyjąć w katedrze uroczyste święcenia, ubrać złoty ornat i kapłańska stułę.

Pójść za Jezusem to zdecydować się wejść w Jego ślady – ślady Dobrego Pasterza. To przyjęcie Jego woli, czyli Jego pragnień i to one mają stać się od momentu święceń świętym priorytetem. A On pragnie uratować świat. Jego wolą jest zbawić świat! To jest ten święty priorytet kapłańskiego życia. W tym celu nauczał o Królestwie Bożym, głosił słowo życia, siał ziarno słowa, pomimo tego, że jedne słowa padały na skały, inne w ciernie i na drogę, nieliczne zaś na ziemię żyzną.

I to jest właśnie pierwsze zadanie kapłana. Głosić słowo Boże, nie zrażając się tym, że trzy czwarte tego ziarna słowa poszło na marne. Że część została podeptana, część została zagłuszona przez chwasty, a inne przypaliło słońce. Kapłan ma siać, ma głosić Ewangelię, czyli radosną nowinę o jedynym Zbawicielu świata. I nie może się bać głosić, nie może się zrażać niepowodzeniami, a nawet powinien być gotowy oddać życie za tę prawdę, tak jak Apostołowie. Bo największym zagrożeniem dla Kościoła nie są ateiści, lecz milczący księża.

W czasie święceń kapłańskich biskup stawia kandydatom ważne pytania. Jednym z pierwszych pytań jest właśnie to: „Czy chcesz pilnie i mądrze pełnić posługę słowa, głosząc Ewangelię i wykładając prawdy katolickiej wiary? To nic innego jak realizacja słów Chrystusa, który zwrócił się do Szymona Piotra: „Pójdź za Mną. Odtąd ludzi będiesz łowił”. I tak się stało. Dzieje Apostolskie ukazują Piotra, który przemawiał do tłumu. Tak przemawiał, że nawróciło się za jednym razem trzy tysiące, a następnym razem pięć tysięcy ludzi. Tak łowił ludzi – słowem. „Bo kto was słucha, Mnie słucha” – mówił Chrystus. „a kto wami gardzi, Mną gardzi i nie tylko Mną, ale i Tym, który Mnie posłał”.

A potem w czasie liturgii święceń następuje kolejne pytanie: „Czy na chwałę Boga i dla uświęcenia chrześcijańskiego ludu chcesz pobożnie i z wiarą sprawować misteria Chrystusa, a zwłaszcza Eucharystyczną Ofiarę i sakrament pokuty, zgodnie z tradycją Kościoła? Sprawowanie sakramentów to drugie najważniejsze zadanie. Pójść za Jezusem to realizować Jego polecenie udzielania Chrztu wszystkim narodom, to także, tak jak On, rozmnażać chleb i karmić głodnych. Sprawować Eucharystię, która daje nam życie wieczne. Bo zgodnie z Jego obietnicą, każdy kto ten Chleb spożywa nie umrze na wieki. To także sprawować sakrament pokuty. „Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane.

A po swoim zmartwychwstaniu obiecał nam także Ducha Pocieszyciela, Ducha Mądrości, Rozumu i Męstwa. Ducha Prawdy i Bojaźni Bożej. Ducha Pobożności. Dziś tajemnicę Zesłania Ducha Świętego uobecnia się w Sakramencie Bierzmowania, którą sprawuje Biskup. A zatem możemy powiedzieć, że Sakrament Święceń Kapłańskich łączy niejako wszystkie inne sakramenty właśnie przez to, że sprawuje go kapłan – narzędzie w rękach Pana, który posługuje się nim, aby przeprowadzić ludzkość przez Bramę. Aby zbawić świat!

Bo gdy kapłan chrzci, to tak naprawdę nie on chrzci, tylko Jezus. Gdy sprawuje Eucharystię to sam Chrystus ją sprawuje, dając nam swoje Ciało i swoją Krew. To nie kapłan rozgrzesza w konfesjonale, lecz sam Chrystus. I choć na przestrzeni wieków wymyślono przeróżne tytuły i godności na kapłańskiej drodze, to tak naprawdę istnieje tylko jeden, który się liczy, a który zamyka się w słowach „in persona Christi” – w osobie Chrystusa. To jedyna godność kapłańska. Godność, której się nie zdobyło i na którą się absolutnie nie zasłużyło. Godność, którą się ma jedynie wtedy, gdy czyni się to, co czynił Chrystus.

Pójść za Chrystusem to zatem głosić słowo Boże i sprawować Sakramenty. W czasie święceń prezbiteratu Biskup stawia jednak kolejne pytanie kandydatom: „Czy chcesz razem z nami wypraszać Boże miłosierdzie dla powierzonego ci ludu, modląc się nieustannie według nakazu Chrystusa?” Trzecim zadaniem jest wypraszanie miłosierdzia dla świata. To usilna modlitwa za tych, którzy najbardziej potrzebują Bożego miłosierdzia. A są nimi przede wszystkim ci, którym zagraża utrata zbawienia, zatwardziali grzesznicy.

Bo tak, jak Jezus nie przyszedł po to na świat, aby świat potępić, ale przyszedł na świat, aby go zbawić, tak i każdy kapłan ustanowiony jest nie po to, aby kogokolwiek potępiać, lecz aby wszystkich ratować. Jezus wyrzucał także wiele złych duchów z opętanych. Dziś także i chyba jeszcze w większej skali niż kiedyś, bo księżom egzorcystom pracy dziś nie brakuje. Wszystkie te posługi są piękne i niezwykle szlachetne.

But Biskup w czasie święceń stawia jeszcze jedno ważne pytanie kandydatom do kapłaństwa: „Czy chcesz coraz ściślej jednoczyć się z Chrystusem, Najwyższym Kapłanem, który z samego siebie złożył Ojcu za nas nieskalaną Ofiarę, i razem z Nim poświęcać się Bogu za zbawienie ludzi? A potem słyszą kolejne słowa zaraz po przyjęciu święceń: „Rozważaj, co będziesz czynić, naśladuj to, czego będziesz dokonywać, i prowadź życie zgodne z tajemnicą Pańskiego krzyża”.

Bo zaraz po sprawowaniu Mszy, tej pierwszej Mszy w Wieczerniku zaczęła się męka Jezusa i Jego Droga Krzyżowa, która zaprowadziła Go na Golgotę. I tak jest w kapłańskim życiu. Po uroczystych celebracjach zdejmuje strojne szaty, aby pozostać w najskromniejszej czarnej sutannie i dźwigać krzyże codzienności, niezrozumienia, samotności, a nie rzadko także agresji. Złożyć ofiarę ze swego życia, dźwigać krzyż, znosić urągania, opluwanie, biczowanie, cierniem koronowanie, ukrzyżowanie. A wszystko to przeżywać sercem cichym i pokornym, bo tak się zbawia świat. Tak się ratuje ludzkie dusze.

W pierwszym liście św. Piotra znajdziemy takie oto słowa: „To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a znosicie cierpienia. Do tego bowiem jesteście powołani.” To cierpienie jest ofiarą, które składa kapłan w czasie każdej Eucharystii „po cichutku” w duchowy sposób na ołtarzu in tej samej intencji, w której Chrystus składa ofiarę z siebie. Każdy krzyż to okazja dla kapłana, aby zjednoczyć się z ofiarą Chrystusa. By wieść życie zgodnie z nauką Pańskiego Krzyża.

Chrystus umył nogi swoim uczniom w wieczerniku. Mówił także, że nie przyszedł, aby Mu służono, lecz, aby służyć i dać okup za wielu. I pytał Apostołów, a dziś każdego z nas, czy rozumiemy te słowa, czy rozumiemy gest umycia nóg. Bo skoro On to czynił, to tym bardziej każdy, kto jest Jego sługą. Zrozumiał to dobrze przed wiekami papież Grzegorz I, który nazwał siebie „sługą sług Bożych”. Sługa sług… Dlatego najważniejszym gestem w czasie święceń kapłańskich, zaraz po tym, gdy kandydaci leżeli krzyżem na posadzce i przyzywano nad nimi orędownictwa wszystkich świętych, jest gest nałożenia na ich głowy rąk.

A zaraz po tym namaszczenie ich rąk świętym olejem. Nie namaszcza się im głowy, bo w czasie chrztu każdy został namaszczony na kapłana. Namaszcza się jego dłonie, bo one odtąd mają służyć. Dlatego właśnie sakrament kapłaństwa jest sakramentem ustanowienia sług. Sług Boga, sług Ołtarza i sług ludzi.

Dziś o kapłanach mówi się różnie. Bo są różni. Są święci i są nieświęci. Jednych wynosimy na ołtarze w procesach beatyfikacyjnych, innych najchętniej zdjęli byśmy z ołtarza, bo toczą się przeciw nim procesy. Ale przewidział to już Pan Jezus. Jest taka przypowieść, którą nam opowiedział „O dziesięciu pannach”, co czekały na przyjście Pana Młodego. Pan Młody to Chrystus, który nas poślubił i staliśmy się przez to Jego oblubienicą. Kościół to oblubienica Chrystusa.

Poszedł do Ojca przygotować nam miejsce, ale obiecał wrócić powtórnie, aby nas zabrać. Dziesięć panien, oznacza cały Kościół, bo tylko Kościół czeka na powtórne przyjcie Pana. Ale Chrystus bez zamiatania niewygodnego tematu pod dywan otwarcie powiedział, że pięć panien było mądrych, a pięć głupich. Innymi słowy: połowa Kościoła jest mądrych, a połowa głupich, połowa świeckich jest mądrych, a połowa głupich, połowa sióstr zakonnych jest mądra, a połowa głupich. Tak samo księży. Połowa jest mądrych a połowa głupich.

Na różnych można w życiu trafić i trzeba mieć tego świadomość. Czy można jednak przez tych głupich zrezygnować z obiecanej nagrody życia wiecznego, dla tych którzy wytrwają do końca? Czy można aż tak bardzo samego siebie ukarać? Rezygnować z sakramentów, które są jedyną gwarantowaną drogą do Nieba, bo trafiło się na te „pięć głupich panien”?

Kiedyś pewien góral w rozmowie z ze swoim proboszczem powiedział takie słowa: „Ja to księdzu współczuję. Bo na moim dachu to siedzi jeden diabeł co mnie ciągle kusi, a na księdza dachu siedzi przynajmniej z siedmiu diabłów, co go kusi. Ksiądz ma o wiele gorzej, bo pokus więcej i jest ciągle na celowniku złego.” „Uderz w pasterza, a rozproszą się owce”. Diabeł nieustannie uderza ze zwielokrotnioną siłą w pasterzy, aby rozproszyły się owce, aby zamiast wejść przez Bramę do Królestwa, wyszły poza bramę Kościoła i stały się zagubionymi i bezbronnymi owcami. I tego też musimy mieć świadomość.

Dzięki Bogu jest jeszcze drugie pięć panien. To panny mądre. Kapłani według Serca Jezusowego, którzy dają z siebie wszystko, nie myśląc o sobie. Parafia pw. Św. Aleksandra miała szczęście do dobrych pasterzy. Nie sposób dziś nie wspomnieć o pierwszym z nich. O pierwszym proboszczu, księdzu Jakubie Falkowskim. Jego figura wita nas dzisiaj przy wejściu do kościoła. Otoczony przez owieczki, dla których starał się być dobrym pasterzem. Stoi w drzwiach i zaprasza nas, abyśmy przeszli przez tę „Bramę”, którą jest Chrystus.

On na nią wskazywał całym swoim kapłańskim życiem. Swoją ofiarną służbą przy ołtarzu i pośród ludzi, szczególnie tych, którzy są głusi. Ta rzeźba jest niezwykła, tak jak sam ksiądz Falkowski. Artystka uwieczniła go w momencie, gdy wypowiadał w języku migowym słowo: „Jezus”. On dobrze wiedział, że Jezus „jest kamieniem, odrzuconym przez budujących, tym, który stał się głowicą węgła. I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” niż imię Jezus!

Dlatego ks. Jakub szukał języka, w którym będzie mógł dotrzeć do tych, z którymi trudno się porozumieć. Dziś to jest zadanie dla każdego kapłana. Szukać języka porozumienia. Tym językiem jest miłość. A miłość to największa mądrość. Prośmy zatem, by nie zabrakło „mądrych panien”, mądrych kapłanów, mądrych sióstr zakonnych i mądrych świeckich. Szukajmy języka miłości. To jedyny klucz, który otwiera tę Bramę, którą jest Chrystus!

ks. GRZEGORZ KALBARCZYK SAC