Sakrament Namaszczenia Chorych

Sakrament Namaszczenia Chorych jest udzielany chorym w kościele (jeżeli tego pragną) lub w czasie odwiedzin duszpasterza z posługą Komunii św. Ta posługa odbywa się w formie zorganizowanej jeden raz w miesiącu w każdą I sobotę miesiąca. Dwa razy do roku, na wiosnę i w jesieni, jest Dzień Chorych połączony ze Mszą św. i udzielaniem Sakramentu Namaszczenia Chorych.


„Dziel swój chleb z głodnym, do domu wprowadź biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziej i nie odwracaj się od współziomków” – słyszeliśmy w pierwszym czytaniu. Ale do tych Izajaszowych słów sam Chrystus dopowie jeszcze inne. Między innymi te: „Gdy do jakiegoś domu wejdziecie, uzdrawiajcie chorych, którzy tam są i mówcie im: przybliżyło się do was królestwo Boże”

A w miniony czwartek słyszeliśmy w ewangelii słowa świadectwa, mówiące o tym, że posłani przez Jezusa Apostołowie wyszli i wzywali do nawracania się. Wyrzucali też wiele złych duchów, a wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali. Człowiek to dusza i ciało. Jedno i drugie chce być zdrowe. Człowiek chce być zdrowy. I dlatego Pan Jezus odpowiada na to pragnienie. Chce uzdrawiać zarówno duszę, jak i ciało. Stąd też ustanowił sakramenty, które Kościół nazywa sakramentami uzdrowienia. Są takie dwa. Sakramentem uzdrowienia duszy jest sakrament pokuty. Sakramentem uzdrowienia ciała jest sakrament namaszczenia chorych.

I w tym miejscu, na samym początku skorygować musimy pewien bardzo często napotykany błąd. Wielu bowiem nazywa ten sakrament: „ostatnim namaszczeniem”. A z tego powodu intuicyjne niektórzy zwlekają z przyjęciem tego sakramentu, albo z wezwaniem kapłana do chorego. Boją się, że przyjście księdza z olejami, to znak, że już nic nie da się zrobić, medycyna okazała się bezradna, że już nie ma szans na odzyskanie zdrowia. Zostało już tylko namaścić i to raz ostatni, na ostatni oddech i ostatnią z oczu łzę. Niektórzy nawet myślą, że skutkiem namaszczenia jest śmierć.

„Ale nie ma tak lekko” – jak mówiła pewna schorowana ponad dziewięćdziesięcioletnia pani doktor, która modliła się, aby już odejść z tego świata. Bo gdyby tak było, że po przyjęciu sakramentu namaszczenia od razu odchodziłoby się do Pana, to księża nie nadążaliby z jego udzielaniem – mówiła. Iluż bowiem ludzi, jest tak zmęczonych swoim życiem, chorobami, niedołężnością starczego wieku, samotnością, którzy chcieliby już zakończyć ziemski bieg? To prawda, że czasem może się tak zdarzyć, że po przyjęciu tego sakramentu, człowiek w niedługim czasie odejdzie z tego świata. Ale nie jest to skutkiem tego sakramentu, bo on jest ustanowiony jako sakrament uzdrowienia, a nie śmierci. To sakrament ku życiu!

Zanim Chrystus zapali nam światło wiekuiste, najpierw chce – jak słyszeliśmy w dzisiejszej ewangelii – abyśmy sami stali się światłością świata i solą ziemi. Niemniej jednak, prawdą jest również to, że sakrament ten przygotowuje człowieka na moment przejścia. Jakże niezwykłym szczęściem jest odejść z tego świata w stanie łaski uświęcającej, z otrzymanym darowaniem wszystkich kar, czyli odpustem zupełnym, na wypadek śmierci i jeszcze do tego przyjąć Wiatyk, czyli Komunię świętą na ostatnią drogę. Wszystko to bowiem jest udzielane w sakramencie namaszczenia chorych osobie, która znajduje się w niebezpieczeństwie śmierci. Jest to również realizacja jednej z dwunastu obietnic Pana Jezusa wobec tych, którzy praktykować będą tzw „dziewięć pierwszych piątków miesiąca”. Obietnica ta brzmi: „Nie umrą w stanie niełaski Mojej ani bez sakramentów świętych”.

Ale tego sakramentu udziela się nie tylko v sytuacjach zagrożenia życia. Apostoł Jakub w biblijnym liście pisze tak: „Słyszeliście o wytrwałości Hioba i widzieliście końcową nagrodę za nią od Pana; bo Pan pełen jest litości i miłosierdzia(…) Choruje ktoś wśród was? Niech sprowadzi kapłanów Kościoła, by się modlili nad nim i namaścili go olejem w imię Pana. A modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem i Pan go podźwignie, a jeśliby popełnił grzechy, będą mu odpuszczone.” Sam Chrystus zaś mówił na chwilę przed swoim wniebowstąpieniem: „Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, (…) Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie”.

Kościół zebrał w całość wszystkie te pouczenia, które otrzymał od Chrystusa i zawarł je w rycie tego sakramentu. I dlatego właśnie najważniejszymi gestami w trakcie jego sprawowania jest nałożenie rąk na chorego, namaszczenie go świętym olejem i modlitwa pełna wiary. Udziela się go, jak mówi św. Jakub, w celu podźwignięcia chorego, a nie w celu zgaszenia ledwo tlejącego się knotka, czy „dołamania nadłamanej trzciny”. Kościół udziela go zawsze na wyraźną prośbę osoby chorej, lub osób, opiekujących się chorym.

I tu ważny apel właśnie do tych, którzy opiekują się chorymi. Nie zwlekajcie do ostatniej chwili z prośbą o udzielenie sakramentu osobie, która jest ciężko chora. Ile razy już się tak zdarzyło, że kapłan nie zdążył dojechać i zabrakło kilku minut. Raczej bądźmy wszyscy, jak zatroskani ewangeliczni ludzie, którzy za wszelką cenę pragnęli przynieść sparaliżowanego człowieka do Jezusa i nawet dach rozebrali, aby spuścić go na noszach i by znalazł się najszybciej, jak tylko to możliwe, przed Boskim Lekarzem ciał i dusz ludzkich.

A zatem sakramentu namaszczenia udziela się osobom, których życie jest zagrożone z powodu choroby, lub podeszłego wieku, osobom zmagającym się z poważną chorobą, a także tym, których czeka operacja, jeśli jej przyczyną jest niebezpieczne schorzenie, oraz osobom u schyłku życia, których opuszczają siły i to nawet wtedy, gdy nie dokucza im żadna choroba. Sakrament namaszczenia chorych nie jest ostatnim namaszczeniem także z tego powodu, iż jest to sakrament, który można przyjmować wielokrotnie. A szczególnie jest to wskazane, gdy po jego przyjęciu chory wyzdrowiał, a później zachorował ponownie, lub gdy w czasie trwania tej samej choroby nastąpiło poważne pogorszenie stanu zdrowia.

Ponieważ sakrament namaszczenia dotyczy całego człowieka, a zatem jego duszy i ciała, przyjmujący go powinien być w stanie łaski uświęcającej. Dlatego, gdy chory jest jej pozbawiony, ale pozostaje świadomy i zdolny do mówienia, sakrament ten poprzedza się spowiedzią. Gdy chory jest nieprzytomny, lub brak mu świadomości, lub nie jest w stanie się porozumiewać, wówczas samo namaszczenie chorych skutkuje także odpuszczeniem jego grzechów. Mówił o tym święty Jakub w słowach: „A jeśli chory popełnił grzechy, będą mu odpuszczone”.

Modlitwie pełnej wiary towarzyszy obrzęd namaszczenia świętym olejem czoła i dłoni chorego. Czoła, bo sakrament ten chce wzmocnić chorego w jego przeżywaniu cierpienia. Dłonie, bo są one symbolem ludzkiej aktywności, a sakrament chce przywrócić sprawność całemu ciału. Sakrament namaszczenia chorych nie działa jednak automatycznie, sprawiając zawsze cud uzdrowienia. Choć wyjątkowo często takie cuda po namaszczeniu mają miejsce. Najwięcej o nich mogą opowiedzieć kapelani szpitalni, którzy niemal codziennie są świadkami spektakularnych uzdrowień. Mimo wszystko nie należy traktować tego sakramentu w sposób magiczny i dlatego zachęca się, aby nie zastępował on specjalistycznej pomocy medycznej.

Pierwszorzędnym celem namaszczenia jest zatem wzmocnienie chorego w dźwiganiu krzyża, podniesienie na duchu, a także umocnienie w walce z pokusami, które często wzmagają się w sytuacji choroby. Przy tej okazji warto również wspomnieć o źródle cierpień i chorób. Kościół bardzo jasno mówi, że nie jest nim Bóg. Bóg nie ma woli, by ktokolwiek cierpiał. Jego wola objawiła się w dziele stworzenia świata jako raju wolnego od cierpienia, oraz w dziele zbawienia, czyli wyzwolenia ludzkości z jarzma cierpień i śmierci.

Nie jest też prawdą, że choroba jest karą Bożą za grzechy. Nigdzie nie znajdziemy w Ewangeliach, by Pan Jezus dotknął kogoś chorobą, by karał grzeszników cierpieniem. Wręcz przeciwnie. Jezus, który współdziała z Ojcem leczył wszelkie choroby wśród ludu. Dlatego przynoszono do Niego wszystkich dotkniętych rozmaitymi chorobami, przychodzili trędowaci, chromi, niewidomi, z uschniętymi rękoma, cierpiący na upływ krwi, pochyleni do ziemi, także ci, którzy chorowali duchowo i byli opętani, a On ich uzdrawiał.

Do człowieka sparaliżowanego, który przez 38 lat czekał na uzdrowienie przy sadzawce Betesda, a którego sam uzdrowił, powiedział jednak znamienne słowa: „Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło”. Jezus nie mówi jednak, że choroba była karą za grzech, lecz konsekwencją jego złego postepowania. Iluż ludzi zmaga się z chorobami, które wprost wynikają z ich grzechów, choćby tych, które niszczyły ich zdrowie. Alkoholizm, narkomania, palenie tytoniu, ale także niezdrowe jedzenie, obżarstwo, albo te które są wynikiem bezmyślnego zachowania, albo brawury.

Bóg nigdy nie jest źródłem, ani autorem chorób. Mało tego, prorok Izajasz mówi o Chrystusie, że to: „On wziął na siebie nasze słabości i nosił nasze choroby”. Nie możemy też doszukiwać się woli Pana Boga w zaistnieniu choroby, gdy zaistniały obiektywne powody pojawienia się jej, a były to np. szkodliwe warunki pracy, czy długotrwałe doświadczenie stresu, przeżyte traumy, albo krzywdzące działanie ze strony innych osób. Wiele chorób pojawia się także w związku ze starzeniem się naszego organizmu. Nie ulega jednak wątpliwości, że niezależnie od przyczyny choroby, każda z nich może rodzić różne stany ducha i postawy moralne. Jednych choroba zbliża do Boga, sprawia, że w chorobie przeżywają przemianę serca, a innych zamyka na Boga.

Biblia, a szczególnie Księga Hioba mówi wprost, że autorem wszelkiego zła jest diabeł. Często to jednak Bóg siedzi na ławie oskarżonych, a nigdy nie słychać oskarżeń i pretensji do diabła, który za nie odpowiada. „Śmierć weszła na świat przez zawiść diabła” – mówi starotestamentalna Księga Mądrości. W przeżywaniu cierpienia ważne jest przyjęcie postawy wspomnianego Hioba, a która streszcza się w tym jednym zdaniu, które brzmi: „W tym wszystkim Hiob nie zgrzeszył, bo nie przypisał Bogu nieprawości”.

Często się zdarza, że po przyjęciu tego sakramentu stan zdrowia fizycznego nie ulega poprawie. Choć to nie Pan Bóg zesłał tę chorobę, to jednak sytuację tę chce wykorzystać do nawrócenia człowieka do siebie, a przez to ocalić go od znacznie groźniejszego cierpienia oraz śmierci wiecznej, czyli piekła. Ale to nie jedyny powód braku poprawy zdrowia po namaszczeniu. Czasem może to być zaproszenie człowieka chorującego do wyjątkowego rodzaju apostolstwa, którym jest ocalenie zatwardziałych grzeszników.

Wielu świętych doświadczało chorób i Chrystus nie dał im łaski uzdrowienia. Chciał, by łączyli swój krzyż z Jego krzyżem i ofiarowywali swoje cierpienie w intencji ratowania dusz. W Fatimie Matka Boża mówiła o tym bardzo wyraźnie. Ukazując dzieciom wizję piekła, mówiła, że bardzo dużo dusz ludzkich do niego trafia, a to z powodu tego, że nie ma komu za nich się modlić i ofiarowywać swoich cierpień. Choroba jest okazją, aby to zrobić.

Dlatego możemy powiedzieć, że najważniejszym celem sakramentu namaszczenia chorych nie jest odrzucenie krzyża choroby, lecz dodanie siły do jego niesienia. Za kilka dni, 11 lutego będziemy przeżywać wspomnienie Matki Bożej z Lourdes, którą nazywamy Uzdrowieniem Chorych. Pamiętajmy w tym dniu szczególnie intensywnie o wszystkich cierpiących i wspomagajmy ich swoimi modlitwami w niesieniu krzyża. Starajmy się być dla nich „dobrymi samarytanami” poprzez pomoc, troskę, pamięć i zwyczajną obecność, której najbardziej potrzebują.

ks. GRZEGORZ KALBARCZYK SAC